Dom Parafialny w Piasecznie

0
115

Przy bladym świetle latarki lochy piwnic wydawały się głębokie jak podziemia Malborka, a my czuliśmy się jak Sokole Oko, Długi Ozór i reszta. Był rok 1966. Ukazało się pierwsze wydanie znakomitej powieści Zbigniewa Nienackiego ?Pan Samochodzik i Templariusze?, a my zaczytywaliśmy się w tej powieści jak szaleni. Parafialniak był doskonałym obiektem na poszukiwanie skarbów.

Latarka została zakupiona ze składek dzielnych poszukiwaczy. Żarówka przepaliła się natychmiast i zostaliśmy w ciemnościach piwnic. Szliśmy po omacku będąc pewni, że za chwilę natkniemy się co najmniej na szkielet poprzedniego poszukiwacza lub pogrążymy się w zapadni ? pułapce. I nikt nie usłyszy naszego wołania przez wieki. Nic takiego się nie stało. Co gorsza, nie odnaleźliśmy na murze nawet jednego, jedynego tajemniczego znaku wskazującego na to, że byli tu rycerze Jacquesa de Molay. Budynek domu parafialnego był zdecydowanie tajemniczy. Tajemniczości tej budowli nadawał klimat, jaki panował wokół niej. Rozpoczęto budowę kościoła, ktoś zakazał kontynuacji, ktoś obawiał się, że stalinowska władza zamieni budynek na magazyn zbożowy. Niejasność sprawy była powodowana tym, że rodzice nie chcieli nas wtajemniczać w zawiłości polityki władz, bo moglibyśmy coś palnąć nie w tym miejscu co potrzeba i kłopoty gotowe. Budynek był owiany tajemnicą i tyle.

stary dom parafialnyNasz Malbork stał przy zbiegu ulic 22 lipca i Puławskiej w Piasecznie, w planach był Domem Spotkań Parafialnych, którego budowa rozpoczęła się po wojnie, w latach 1947 – 1950 i nigdy nie została zrealizowana do końca. Budynek składał się z dwóch części. Frontem do ulicy Puławskiej stała piętrowa kaplica ze strzelistymi otworami okien i dziwnie wąskimi acz wysokimi drzwiami wejściowymi. Nieco cofnięta część budynku od strony północnej dopełniała frontu kaplicy. Szerokie strome schody prowadziły do wnętrza. Natomiast z tyłu tejże kaplicy istniało coś przedziwnego. Był tu długi mur z cegły w kształcie prostokąta z wieloma otworami okiennymi podobnymi do tych na froncie budowli. Nie zdążono zadaszyć tej części, toteż siły przyrody i mijający czas robiły tu spore spustoszenia. Wszędzie walały się cegły i części muru. Straszyły otwory piwniczne, nie zawsze zabezpieczone. Poszukiwaczom skarbów templariuszy nie było łatwo dostać się do środka, a jednak był to raj dla dzieci oczekujących na lekcję religii w kaplicy popularnie zwanej Parafialniakiem. W części frontowej Domu Parafialnego na parterze odbywały się lekcje religii dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego miasta, spotkania grup katolickich i msze niedzielne. Na piętrze budynku było mieszkanie dla organisty pana Soleckiego i jego rodziny. Witek Solecki, syn Organisty chodził z nami do LO34 przy ulicy Chyliczkowskiej, świetny gitarzysta, członek licealnego zespołu o intrygującej nazwie ?Towarzystwo gry w szachy?, założonego przez ówczesnego nauczyciela muzyki pana Pogorzelskiego. Zespołu w znakomitym składzie ? Lidka Kurdek ? solistka, Bohdan Orlowski – gitara basowa, Zbyszek Borecki – perkusja, Krzyś Tywonek ? gitara solowa i Witek Solecki ? gitara solowa. Konkurencja dla The Doors tak duża, że aż dziwne, że nie spotkali na swojej drodze muzycznej solidnego wydawcy. Witek czasami zapraszał kolegów do swojego mieszkania na piętrze kaplicy. Każdy chciał tam trochę pobyć, bo mieszkać w kościele, to było COŚ.

Kazimierz SiwakTeraz trochę na poważnie. W 1958 roku do Piaseczna na stanowisko proboszcza parafii św. Anny przybywa ks. Kanonik Kazimierz Siwak. Jemu to przypadła rola mediatora w sprawie Domu Parafialnego. Ksiądz energiczny, interesujący się historią miasta, dyplomata umiejący iść na kompromis z komunistycznymi władzami. Ksiądz Siwak to postać dość niezwykła i godna osobnej opowieści. Ukończył gimnazjum w Otwocku, studiował w Seminarium Metropolitalnym w Warszawie. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1930 r. Był magistrem teologii i historii. Przez całe swoje życie ksiądz Siwak kolekcjonował informacje – ciekawostki na temat historii Polski. Interesował go szczególnie Karczew. Przyczynił się do stworzenia monografii tego miasteczka. Ród Siwaków w Karczewie, to jak w Piasecznie Rowińscy, Regnerowie, Poncyliusze czy Hofmanowie. Ksiądz Kazimierz przybył do Piaseczna ze swoją mamą staruszką – przemiłą osobą i pacjentką doktór Mrówczyńskiej.

 W czasie kampanii wrześniowej ks. Kazimierz Siwak był kapelanem wojskowym. Pełnił tę funkcję w Armii ?Poznań? generała Kutrzeby i Armii ?Pomorze? generała Bartnowskiego. Po bitwie pod Bzurą otrzymał Krzyż Walecznych. Był też odznaczony krzyżem AK. Przez wiele lat pełnił funkcję spowiednika Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przy każdej wizycie duszpasterskiej w moim domu wspominał z babcią Różą czasy dzieciństwa, gdyż oboje pochodzili z tych samych okolic. Wypijali razem kieliszeczek nalewki z wiśni i omawiali bieżące wydarzenia polityczne. Przez 20 lat, jakie spędził w Piasecznie dyplomatycznie konferował z kolejnymi przewodniczącymi Rady Narodowej Piaseczna. Pomysłów owi panowie mieli wiele. Jeden z nich wpadł na pomysł zlikwidowania cmentarza parafialnego i stworzenia w jego miejsce parku miejskiego. A Parafialniak z częścią ruin, jak stal tak stał. Kto by nie pamiętał księdza Kazimierza?! Obszernej tuszy, rumianego, rubasznego, wygłaszającego ogniste kazanie niedzielne z wysokości rokokowej ambony w kościele św. Anny. Krewkość kapelana wojskowego czasami się w nim budziła, gdy któreś z dzieci rozrabiało w czasie mszy, potrafił huknąć z ambony po nazwisku na delikwenta. I był wstyd, przed całym kościołem wiernych.

Kaplica OKCo do kontynuacji budowy przy ul. Puławskiej ciągle decyzji nie było.
I tak dopiero w 1972 roku proboszcz Kazimierz zdo
łał się dogadać z władzami w sprawie Domu Parafialnego. Widocznie zmiany na stanowisku pierwszych sekretarzy PZPR   i ?odejście? Władysława na rzecz Edwarda ociepliło nieco stosunki państwo ? kościół, (przynajmniej na początku epoki gierkowskiej). Postanowiono, że zostanie rozebrana niezadaszona część kaplicy od strony zachodniej. Działka nieodpłatnie przejdzie na Skarb Państwa. W późniejszym czasie przeniesiono tu z ulicy Kościuszki ( do nowo wybudowanego obiektu ) Narodowy Bank Polski.

Ksiądz Kazimierz Siwak zmarł w 17 lipca 1979 roku i nie doczekał się jednoznacznego rozwiązania kwestii budynku i działki. Kolejny proboszcz uzyskał od Narodowego Banku Polskiego, który oddano do użytku w czerwcu 1993 roku, rekompensatę finansową za działkę. ( Informacja ze strony kościoła św. Anny ? historia ).

Z czasów stanu wojennego ( może w 1982 roku) pamiętam ogromne kolejki stojące na schodach kaplicy, ciągnące się na podwórko posesji i wychodzące aż na ulicę Puławską, po dary dla dzieci z zachodnich paczek. Był to na przykład ser żółty, mleko milupa i odzież. Otrzymaną ilość ?skarbów? wpisywano do Książeczek Zdrowia Dziecka. Kilkugodzinne oczekiwania i zdobyczne pół kilo żółtego sera niesione z radosną miną ? udało się! Był to chyba najsmutniejszy widok jaki widziałam w Piasecznie. Ostatnia akcja jaka odbyła się w tym miejscu to ćwiczenia w razie ataku terrorystycznego, o czym pisał nasz Kurier Południowy – http://www.kurierpoludniowy.pl/wiadomosci.php?art=12410

21 sierpnia 2014 roku budynek przy ulicy Puławskiej przestał istnieć. Spojrzałam na zniwelowany teren i wydało mi się, że działka, która pozostała po Domu Parafialnym jest dziwnie mała. A tyle historii można opowiedzieć. Za kilka lat nikt ich nie będzie pamiętał.

 

Małgorzata Szturomska i Jacek Mrówczyński

Serdeczne podziękowania dla Tadeusza Tyszki i Anny Stefaniak, którzy udostępnili zdjęcia do tego artykułu.
Redakcja piaseczno4u

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.